Wiał letni, ciepły wiatr. Sharona dokazywała ze swoimi braćmi i siostrami. Matka wygrzewała się na skale a reszta stada poszła na polowanie. Nagle w lesie zabrzmiały strzały, a następnie rozpaczliwe wycie wilków. Sharona i jej rodzeństwo nie wiedzieli, o co chodzi. Ale matka wiedziała. I to dobrze. Szybko podniosła rodzeństwo i położyła sobie na grzbiecie. Pognała najszybciej jak mogła. Wiedziała, że nie może pozwolić ich zabić. Nawet, gdyby miała oddać własne życie. Nagle, z obu stron wyskoczyły psy myśliwskie i zaatakowały samicę. Zabiły 4 z sześciorga rodzeństwa oraz ciężko poraniły samicę. Krwawiła bardzo mocno. Za mocno. Ona i jej brat, Hazelnut, usłyszeli jedynie jej ostatnie słowa: Uważajcie na siebie...
Mijały lata. Sharona i Hezelnut trzymali się razem. Ale koszmar powtórzył się. Tym razem zabili jedyną bliską istotę Sharony - jej brata. Sharona została sama.Od tego czasu często chodzi smutna i przygnębiona. W jej sercu nadal żyje nadzieja, że kiedyś zobaczy stado, matkę i rodzeństwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz